Dziś trochę o tym co lubię najbardziej, czyli o czasie spędzonym na łonie natury.
Razem z siostrą uwielbiamy lasy, łaki, pola, góry, rzeki i wszystko co z tym związane. Nigdzie tak nie odpoczywamy jak w takich miejscach, dlatego tak często jak to tylko możliwe wsiadamy do naszej "terenowej" corsy i ruszamy przed siebie, aby uciec od miejskiego zgiełku. Na szczęście mieszkamy praktycznie w Bieszczadach więc nie mamy daleko. Zawsze towarzyszy nam nasz pies Rufus, który jest urodzonym wędrowcem. Miasto nie jest dla niego, on kocha biegać , węszyć, kopać i przesiadywać z nami przy ognisku. Marzy nam się taki prawdziwy biwak, gdzieś daleko od cywilizacji, spanie w szałasie, gotowanie na ognisku. Gdy byłyśmy małe rodzice ciągle zabierali nas na biwaki pod namiot, to najlepsze wspomnienia z dzieciństwa. Jestem wdzięczna rodzicom, że zaszczepili we mnie ducha wędrowca :)
Oczywiście bez psa nie wyobrażam sobie wyprawy, bo jego towarzystwo jest bezcenne,. Nikt inny tak nie cieszy się na myśl o spacerze jak on. Pies nie grymasi, że daleko , że deszcz, śnieg tylko wędruje z radością na pyszczku.
Kiedyś myślałam, że idealnie mieszkało by się w mieście, ale gdy już zamieszkałam zdałam sobie sprawę, że to nie dla mnie. Nie jestem typem człowieka , który odnajduje się wśród ludzi, bloków, i ta pogoń za tym aby "mieć" nie jest dla mnie. Moim szczytem marzeń jest drewniany domek w lesie, z tarasem na którym wylegiwałyby się moje psy w promieniach słońca, fotel na tarasie gdzie mogłabym wieczorami pić herbatę, kominek przy którym grzałabym się w zimowe wieczory, strumień niedaleko domu, las iglasty, sarny podchodzące o świcie pod moją chatkę i wspaniały człowiek, który kochałby to wszystko co ja. Cudownie byłoby mieć też prace, którą mogłabym robić w domu, żeby jak najrzadziej go opuszczać.
Oj chyba jestem aspołeczna ;)
Mała foto relacja z ostatniego wypadu:
"Terenowa corsa"
Razem z siostrą uwielbiamy lasy, łaki, pola, góry, rzeki i wszystko co z tym związane. Nigdzie tak nie odpoczywamy jak w takich miejscach, dlatego tak często jak to tylko możliwe wsiadamy do naszej "terenowej" corsy i ruszamy przed siebie, aby uciec od miejskiego zgiełku. Na szczęście mieszkamy praktycznie w Bieszczadach więc nie mamy daleko. Zawsze towarzyszy nam nasz pies Rufus, który jest urodzonym wędrowcem. Miasto nie jest dla niego, on kocha biegać , węszyć, kopać i przesiadywać z nami przy ognisku. Marzy nam się taki prawdziwy biwak, gdzieś daleko od cywilizacji, spanie w szałasie, gotowanie na ognisku. Gdy byłyśmy małe rodzice ciągle zabierali nas na biwaki pod namiot, to najlepsze wspomnienia z dzieciństwa. Jestem wdzięczna rodzicom, że zaszczepili we mnie ducha wędrowca :)
Oczywiście bez psa nie wyobrażam sobie wyprawy, bo jego towarzystwo jest bezcenne,. Nikt inny tak nie cieszy się na myśl o spacerze jak on. Pies nie grymasi, że daleko , że deszcz, śnieg tylko wędruje z radością na pyszczku.
Kiedyś myślałam, że idealnie mieszkało by się w mieście, ale gdy już zamieszkałam zdałam sobie sprawę, że to nie dla mnie. Nie jestem typem człowieka , który odnajduje się wśród ludzi, bloków, i ta pogoń za tym aby "mieć" nie jest dla mnie. Moim szczytem marzeń jest drewniany domek w lesie, z tarasem na którym wylegiwałyby się moje psy w promieniach słońca, fotel na tarasie gdzie mogłabym wieczorami pić herbatę, kominek przy którym grzałabym się w zimowe wieczory, strumień niedaleko domu, las iglasty, sarny podchodzące o świcie pod moją chatkę i wspaniały człowiek, który kochałby to wszystko co ja. Cudownie byłoby mieć też prace, którą mogłabym robić w domu, żeby jak najrzadziej go opuszczać.
Oj chyba jestem aspołeczna ;)
Mała foto relacja z ostatniego wypadu:
"Terenowa corsa"
Rufus szuka myszy.
Herbatka z sosenek - pycha :)
Herbatka i owsiane ciasteczka
Ja czyli leśny potworek.
Siostra struga łyżeczkę.
Czysta paszcza Rufki po grzebaniu w ziemi :)
Zupka "chińska" z ogniska :)
Podróżujemy
Czas wracać bo wieczór się zbliża i wilkołaki zaczną grasować w lesie :)

...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz