Hej :)
Jako że ostatnio mamy piękna pogodę i mieszkam 20 min drogi piechotą od rzeki San, prawie codziennie jesteśmy z Rufusem nad rzeczką. Kiedyś trochę bał się wody, ale najwyraźniej przełamał swój strach, bo teraz nie ma spaceru żeby nie wskoczył szczęśliwy do wody, a jeszcze jak wrzucę mu patyk i może po niego płynąc to już w ogóle jest w raju :) Nawet jeśli tego nie zrobię, to on sam znajdzie sobie jakąś gałąź i wyciągnie na brzeg. Rozmiar bez znaczenia, byle tylko dał radę unieść. I tak potrafi kilka godzin dziennie, ale ma to swoje plusy, bo dzięki takiej zabawie później resztę dnia jest spokojny, ma lepszy apetyt i ćwiczy mięśnie, które zauważyłam że troszkę mu się rozbudowały. Pomijam fakt, że wracam później cała mokra z takiego spaceru , bo ciężko uciec przed zimnym prysznicem ,
gdy cały mokry otrzepie się akurat obok mnie, chyba zapomniał, że lany poniedziałek już był ;)
Trenujemy też chodzenie na smyczy i jest odrobinkę lepiej, ale jeszcze długa droga do perfekcji.
Zmieniliśmy też dietę odkąd dowiedziałam się, jaki tak na prawdę skład ma karma Chappi i od teraz Rufus wcina Brit'a. Szczegóły w następnej notce.
W połowie maja wybieram się ze znajomymi i psem w Bieszczady na Wetlinę. Będzie to pierwszy raz Rufusa w górach, co prawda był też ze mną w Alpach ale po górach nie chodziliśmy, więc to pierwsza taka prawdziwa wyprawa :) Pierwszy raz też będzie jechał autobusem, mam nadzieję że będzie to udany wypad bo nie mogę się już doczekać :) Kocham góry, długie spacery i mojego psa, a w połączeniu to już w ogóle raj <3 Na pewno zdam relacje z wycieczki ;)
Od maja również idziemy na szkolenie na psa towarzyszącego i może wreszcie nauczę się pracować z Rufusem bo przyznaję, że ciężko nakłonić go do czegoś i opanować jego entuzjazm i energię, a smaczki podczas spaceru mogą nie istnieć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz