Każdy kto mnie zna wie, że nie wyobrażam sobie życia bez psa.
Jeśli zaczynając od początku to miłością do psów zaraził mnie mój wujek miłośnik owczarków niemieckich, który kiedyś z nami mieszkał i miał wspaniałą sunię o imieniu Kora, która już wtedy była dla mnie ważna istotką w moim życiu. Jej śmierć bardzo przeżyłam, choć miałam wtedy zaledwie 10 latek.
Do dziś pamiętam książkę o rasach psów, którą miał wujek to dzięki niej teraz odróżniam prawie wszystkie rasy psów, to na niej nauczyłam się czytać ;)
Zawsze marzyłam o własnym psiaku. Najpierw o cocker spanielu, którego chciałam kupić za pieniążki, które dostałam na komunie, w sumie to był jedyny powód dla którego czekałam na ten sakrament ;)
I tak czekałam i czekałam, ale doczekałam się jedynie chomika. Później kota, którego wyprowadzałam na smyczy bo nie miałam psa. Ciągle w listach do św. Mikołaja prosiłam o szczeniaka i wszelkie zabawki jakie miałam to zazwyczaj były psy, a jak trafił się owczarek niemiecki to frajda na całego ;)
Uwielbiałam jeździć do wujka bo tam mogłam szaleć z jego owczarkiem, albo do babci na wieś gdzie mieszkał najmądrzejszy pies jakie w życiu znałam - kundelek Tiger.
Aż w końcu przeprowadziliśmy się z rodziną na wieś. Pewnego dnia pojechaliśmy do znajomych, a ich suczka miała szczeniaczki. Nasza babcia chciała jednego, więc zabraliśmy go do siebie i za kilka dni mieliśmy go zawieść do niej, ale oczywiście wszyscy pokochali tą małą kluseczkę, która tak śmiesznie jadła z miseczki. I sunia została u nas. Mama nazwała ją Punia i tak przeżyła z nami trzy wspaniałe lata, jeździła z nami na wycieczki, chodziła na spacery i była oczkiem w głowie mojej mamy, a ja uczyłam się opieki nad psiakiem, uczyłam ją z siostrą sztuczek, bawiłyśmy się z sunią w przeróżne zabawy, budowaliśmy dla niej tory przeszkód i choć miałyśmy koleżanki to z nią zawsze było więcej frajdy. Wszystko skończyło się gdy pewnego dnia uciekła z domu i wpadła pod samochód... To był straszny dzień w domu płakali wszyscy...
Po niej długo nie było w naszym domu psa. Więc zaprzyjaźniłyśmy się z siostrą z pewnym kundelkiem o imieniu Puszek, który gdy tylko uciekł z łańcucha wędrował do nas i chodził z nami na długie spacery, czasem u nas nawet spał, aż w końcu jego właściciel się przeprowadził i zabrał psiaka ze sobą...
Później przewinęło się przez moje życie jeszcze wiele psów, o których opowiem przy innej okazji bo ten post nie miałby końca. Tak czy siak byłam zbyt młoda na to aby w 100% odpowiedzialnie i należycie zaopiekować się psem, dlatego dopiero teraz z czystym sercem uważam, że powinnam mieć psa.
Kiedyś większość spraw związanych z psem była zależna od rodziców: oni decydowali co piesek jadł, o jego szczepieniach itp. Ja mogłam jedynie wyprowadzać go na spacery, dawać jeść, pielęgnować, bawić się z nim i przeznaczać kieszonkowe aby kupić mu nową zabawkę lub smakołyk ;)
Teraz jest inaczej.
Dzięki doświadczeniu jakie zdobyłam przy tamtych psiakach i latach pogłębiania wiedzy na ich temat mogę świadomie stać się właścicielem psa. Nie twierdze oczywiście, że jestem jakąś specjalistką bo do niej wiele mi brakuje, ale jakieś tam podstawy opieki nad psiakiem znam. Teraz wiem, ile kosztuje utrzymanie szczęśliwego, zdrowego psa, ile czasu trzeba mu poświęcić i ile nie raz kosztuje mnie to wyrzeczeń. Nie mogę po prostu wstać i jechac gdzieś na cały dzień, czy weekend bo muszę albo zabrać ze sobą Rufusa albo namówić siostrę aby z nim została, co nie zawsze jest łatwe, a wiem że to mój psiak i nie mogę wymagać aby na każde zawołanie się nim opiekowała. Pierwszą myślą gdy wstaje zazwyczaj nie jest śniadanie czy makijaż tylko spacer z moim wilczkiem, a on nie zadowoli się 15 minutowym obchodem, więc przynajmniej te 30-40 min muszę mu poświęcić z samego rana, później w południe wypadałoby wybrać się na dłuższy spacer więc gdy tylko mam czas wędrujemy nie raz po 2-3 godzinki, a że tereny mamy przepiękne, las, pola, rzeka, łąki to nie chce się wracać do domu. Wieczorem znów 30-40 min, a gdzie w tym wszystkim czas na po za "psie" życie?
A jeśli chodzi o koszty to wliczam w to karmę, smakołyki, zabawki, smycze (które lubi przegryźć ) szampony, szczotki, szczepienia i inne wizyty u weterynarza, czipowanie, paszport... wszystko kosztuje jakby zsumować pieniążki wydane na psiaka w ciągu chociażby ostatniego roku to miałabym niezłe wakacje. Ale cóż, miłość do futrzaka wygrywa, a po za tym dla mnie to sama przyjemność opiekować się tym stworkiem.

Wniósł w moje życie tyle dobra, że nie sposób to ocenić.
Dzięki niemu nie brakuje mi ruchu, bo chcąc nie chcąc muszę ruszyć tyłek z domu i nie siedzę tyle przed komputerem. Nauczyłam się odpowiedzialności. Mam kompana do spacerów i nie muszę nikogo prosić, żeby ze mną powędrował kilka kilometrów, on zawsze jest na to chętny. Gdy mam gorszy dzień on zawsze jest przy mnie, przytuli ten swój słodki ryjek i od razu lepiej. Zawsze cieszy się gdy wracam do domu.
Jedyny minus z posiadania mojego czworonoga to to, że gdy nie ma mnie choć jeden dzień przy nim to strasznie za nim tęsknie, i że okropnie boję się dnia w którym go zabraknie na tym świecie...
Podsumowując życie bez psa było by o wiele gorsze...
Tak wyglądał gdy miał 4 miesiące :)

Ze mną:






Jeśli zaczynając od początku to miłością do psów zaraził mnie mój wujek miłośnik owczarków niemieckich, który kiedyś z nami mieszkał i miał wspaniałą sunię o imieniu Kora, która już wtedy była dla mnie ważna istotką w moim życiu. Jej śmierć bardzo przeżyłam, choć miałam wtedy zaledwie 10 latek.
Do dziś pamiętam książkę o rasach psów, którą miał wujek to dzięki niej teraz odróżniam prawie wszystkie rasy psów, to na niej nauczyłam się czytać ;)
Zawsze marzyłam o własnym psiaku. Najpierw o cocker spanielu, którego chciałam kupić za pieniążki, które dostałam na komunie, w sumie to był jedyny powód dla którego czekałam na ten sakrament ;)
I tak czekałam i czekałam, ale doczekałam się jedynie chomika. Później kota, którego wyprowadzałam na smyczy bo nie miałam psa. Ciągle w listach do św. Mikołaja prosiłam o szczeniaka i wszelkie zabawki jakie miałam to zazwyczaj były psy, a jak trafił się owczarek niemiecki to frajda na całego ;)
Uwielbiałam jeździć do wujka bo tam mogłam szaleć z jego owczarkiem, albo do babci na wieś gdzie mieszkał najmądrzejszy pies jakie w życiu znałam - kundelek Tiger.
Aż w końcu przeprowadziliśmy się z rodziną na wieś. Pewnego dnia pojechaliśmy do znajomych, a ich suczka miała szczeniaczki. Nasza babcia chciała jednego, więc zabraliśmy go do siebie i za kilka dni mieliśmy go zawieść do niej, ale oczywiście wszyscy pokochali tą małą kluseczkę, która tak śmiesznie jadła z miseczki. I sunia została u nas. Mama nazwała ją Punia i tak przeżyła z nami trzy wspaniałe lata, jeździła z nami na wycieczki, chodziła na spacery i była oczkiem w głowie mojej mamy, a ja uczyłam się opieki nad psiakiem, uczyłam ją z siostrą sztuczek, bawiłyśmy się z sunią w przeróżne zabawy, budowaliśmy dla niej tory przeszkód i choć miałyśmy koleżanki to z nią zawsze było więcej frajdy. Wszystko skończyło się gdy pewnego dnia uciekła z domu i wpadła pod samochód... To był straszny dzień w domu płakali wszyscy...
Po niej długo nie było w naszym domu psa. Więc zaprzyjaźniłyśmy się z siostrą z pewnym kundelkiem o imieniu Puszek, który gdy tylko uciekł z łańcucha wędrował do nas i chodził z nami na długie spacery, czasem u nas nawet spał, aż w końcu jego właściciel się przeprowadził i zabrał psiaka ze sobą...
Później przewinęło się przez moje życie jeszcze wiele psów, o których opowiem przy innej okazji bo ten post nie miałby końca. Tak czy siak byłam zbyt młoda na to aby w 100% odpowiedzialnie i należycie zaopiekować się psem, dlatego dopiero teraz z czystym sercem uważam, że powinnam mieć psa.
Kiedyś większość spraw związanych z psem była zależna od rodziców: oni decydowali co piesek jadł, o jego szczepieniach itp. Ja mogłam jedynie wyprowadzać go na spacery, dawać jeść, pielęgnować, bawić się z nim i przeznaczać kieszonkowe aby kupić mu nową zabawkę lub smakołyk ;)
Teraz jest inaczej.
Dzięki doświadczeniu jakie zdobyłam przy tamtych psiakach i latach pogłębiania wiedzy na ich temat mogę świadomie stać się właścicielem psa. Nie twierdze oczywiście, że jestem jakąś specjalistką bo do niej wiele mi brakuje, ale jakieś tam podstawy opieki nad psiakiem znam. Teraz wiem, ile kosztuje utrzymanie szczęśliwego, zdrowego psa, ile czasu trzeba mu poświęcić i ile nie raz kosztuje mnie to wyrzeczeń. Nie mogę po prostu wstać i jechac gdzieś na cały dzień, czy weekend bo muszę albo zabrać ze sobą Rufusa albo namówić siostrę aby z nim została, co nie zawsze jest łatwe, a wiem że to mój psiak i nie mogę wymagać aby na każde zawołanie się nim opiekowała. Pierwszą myślą gdy wstaje zazwyczaj nie jest śniadanie czy makijaż tylko spacer z moim wilczkiem, a on nie zadowoli się 15 minutowym obchodem, więc przynajmniej te 30-40 min muszę mu poświęcić z samego rana, później w południe wypadałoby wybrać się na dłuższy spacer więc gdy tylko mam czas wędrujemy nie raz po 2-3 godzinki, a że tereny mamy przepiękne, las, pola, rzeka, łąki to nie chce się wracać do domu. Wieczorem znów 30-40 min, a gdzie w tym wszystkim czas na po za "psie" życie?
A jeśli chodzi o koszty to wliczam w to karmę, smakołyki, zabawki, smycze (które lubi przegryźć ) szampony, szczotki, szczepienia i inne wizyty u weterynarza, czipowanie, paszport... wszystko kosztuje jakby zsumować pieniążki wydane na psiaka w ciągu chociażby ostatniego roku to miałabym niezłe wakacje. Ale cóż, miłość do futrzaka wygrywa, a po za tym dla mnie to sama przyjemność opiekować się tym stworkiem.

Wniósł w moje życie tyle dobra, że nie sposób to ocenić.
Dzięki niemu nie brakuje mi ruchu, bo chcąc nie chcąc muszę ruszyć tyłek z domu i nie siedzę tyle przed komputerem. Nauczyłam się odpowiedzialności. Mam kompana do spacerów i nie muszę nikogo prosić, żeby ze mną powędrował kilka kilometrów, on zawsze jest na to chętny. Gdy mam gorszy dzień on zawsze jest przy mnie, przytuli ten swój słodki ryjek i od razu lepiej. Zawsze cieszy się gdy wracam do domu.
Jedyny minus z posiadania mojego czworonoga to to, że gdy nie ma mnie choć jeden dzień przy nim to strasznie za nim tęsknie, i że okropnie boję się dnia w którym go zabraknie na tym świecie...
Podsumowując życie bez psa było by o wiele gorsze...
Tak wyglądał gdy miał 4 miesiące :)

Ze mną:




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz